Scena pierwsza: Tajlandia, słońce, plaża, biały piasek, turkusowe morze. Tajowie witają Cię szerokim uśmiechem, podczas gdy leżysz w hamaku i popijasz Coco Bongo prosto z zielonej skorupki kokosa.

Scena druga: Tajlandia, słońce, wieś, lokalna droga, dookoła bajecznie zielona dżungla. Rodzina Tajów mija Cię na skuterze oślepiając szerokim uśmiechem, sąsiad i sołtys zarazem macha przyjaźnie, podczas gdy patrzysz przerażona jak jakiś lokalny palant pomiata małpką na smyczy wrzucając ją z impetem na palmę. Oto tresura niewolnika.

Tajlandia poza szlakiem – prowincjonalne zwyczaje

Mieszkam w dżungli. Nie takiej zupełnie dzikiej, ale resort Eco-Logic jest dosłownie pośrodku niczego. 45 km od miasta Ranong i Morza Andamańskiego i ponad 100 km od Zatoki Tajlandzkiej. Zdecydowanie miejsce „off the beaten track”, czyli poza turystycznym szlakiem.

W dżungli po internet czasami trzeba się wybrać do wsi.

Idę więc do kafejki internetowej. Trochę ruchu dobrze mi zrobi, bo karmią mnie tutaj jak tuczną świnię i zaczynam się zaokrąglać tu i tam. Nie ma szans… niech tylko wystawię nogę za próg, zaraz się ktoś zatrzyma i zaoferuje transport. Uroczy ludzie, ci Tajowie.

Niestety kafejka zamknięta już co najmniej drugi dzień. Na szczęście wi-fi działa, bo kto by się przejmował, że niby ktoś przyjdzie, użyje i nie zapłaci? Przysiadam więc na ławeczce przed kafejką i odpalam własne okienko na świat.
Dziesięć metrów dalej, pod palmą kokosową stoi facet z fajką w gębie i małpą na smyczy.

Małpka śmiga między kokosami, instruowana pochrząkiwaniem właściciela. Nic nowego, już wcześniej widziałam pracujące małpy, zwinnie i grzecznie wdrapujące się na palmy i zrzucające dojrzałe kokosy. Panowie to biedni tajscy wieśniacy, więc staram się zrozumieć, że w ten sposób zarabiają na swoje niewielkie potrzeby.

*Tajlandia poza szlakiem* – kobieta-kot, facet z gęsią, ludzie Mon i LSD stories

Trening zbieracza kokosów

Po chwili jednak pochrząkiwanie zmienia się w pokrzykiwanie, a małpa piszczy wniebogłosy czym przykuwa moją uwagę. Coś tu jest nie tak…

Małpa jest młoda, jeszcze nie wytrenowana i nie chce włazić na tę cholerną palmę. Skrzeczy i ucieka tak daleko jak jej smycz pozwala. Wielka małpa, zwana człowiekiem (choć w tym przypadku miałabym wątpliwości co do człowieczeństwa tej kreatury), zaczyna miotać małpką na wszystkie strony. Ciągnie za smycz, łapie za obrożę, rzuca małpkę na drzewo i popycha ku górze. Mała jest przerażona, piszczy skrzeczy i spada na dół. Wielka małpa chwyta gałąź i okłada małą po całym ciele i malutkiej główce, jednocześnie szarpie smyczą i się na nią wydziera…

Sam właź na tę palmę, palancie, myślę sobie. Co tu robić? Patrzę na gościa z dezaprobatą z nadzieją, że to coś zmieni.

Jestem w Tajlandii już wystarczająco długo, by wiedzieć, że zwierzęta tutaj nie mają żadnych praw, i że interwencja jakiejś małej farang może nie skończyć się dobrze. W szczególności dla małej farang. Pracująca małpa jest tu więcej warta niż białas, a “utrata twarzy” w tej części świata, jest gorsza od śmierci… co mogę zrobić, by powstrzymać agresora i zarazem nie pozbawić go honoru?

Zza krzaków wychyla głowę sołtys i przyjaźnie zagaduje właściciela małpy. Ten, jak gdyby nigdy nic kontynuuje trening. Wygląda na to, że publika tylko go podjudza. Gdy gałąź się łamie, a smycz nie daje małpce wystarczającego argumentu, by wspiąć się na drzewo, facet przywiązuje małpkę do pnia i rusza w stronę szopy. Małpka spada na ziemię i ciągnięta smyczą w górę robi jeszcze więcej krzyku. W tym momencie pod palmę podjeżdża większa widownia – songthaew zapakowany dzieciakami wracającymi ze szkoły. Żona sołtysa wychodzi po córkę, dzieciaki gapią się na szalejącą małpkę i sołtysa próbującego ją uspokoić.

Songthaew odjeżdża, córka znika w domu, żona sołtysa bierze małpkę na ramiona i przytula. Maleństwo wczepia się w nią i uspokaja głaskane i lulane na rękach kobiety. Właściciel małpki wraca z długim bambusem i kiedy już myślę sobie, że użyje go żeby strząsnąć kokosy z palmy i dać małpce trochę wytchnienia…

Kobieta oddaje mu małpkę!

A ten dziad zawiesza ją za obrożę na tym bambusie i usadza na wierzchołku drzewa. Kobieta znika, sołtys znika.

Nadzieja umiera ostatnia

Nie zniosę tego dłużej. Podchodzę do gościa, grzecznie się kłaniam, składam ręce w geście respektu i pozdrawiam go przyjaźnie “Sałati Ka!”. Mówię, że może małpka zmęczona i pokazuję, że może chce spać. Ten tylko obrzuca mnie wrogim spojrzeniem i wzrusza ramionami. To by było na tyle. 

Lecę jak głupia, rycząc z bezradności. Mijam pick-up z drugą małpką, czekającą na swoją kolej. Wpadam z płaczem do resortu i opowiadam całą historię. Właściciele tylko kiwają głowami ze zrozumieniem. Mieszkają tu od 15 lat, słyszeli i widzieli różne rzeczy, uratowali niejedno zwierzę przed skatowaniem. Jednego ze swoich psów uratowali od śmierci, kiedy jakiś facet gonił go po targu z maczetą… Lucky (Szczęściarz) jest z nimi do dziś.

Ale z małpami niewiele da się zrobić, mówią. Czasami starsze małpki uczą młode, ale zazwyczaj trening opiera się na wywołaniu poczucia zagrożenia i strachu. One i tak mają lepiej niż psy… bo zbierając kokosy zarabiają dla swoich właścicieli nawet 10 tys. B miesięcznie. Słonie pracujące w lasach jeszcze więcej… Jedyne co mogą mi obiecać to, że temat zostanie poruszony na zebraniu lokalnej społeczności… I to by było na tyle.

Witaj w prawdziwej Tajlandii, mówią.

Coco Bongo już nigdy nie będzie smakować tak samo.

Azja *z przewodnika*, czyli szlak bananowego naleśnika

Sytuacje takie jak ta, zdarzają się na całym świecie. Trzeba sobie uświadomić, że my turyści możemy być motorem zmian – poprzez to kogo wspieramy swoim pobytem i pieniędzmi.

Proponuję więc wspierać miejsca, które mają pozytywny wpływ na lokalną społeczność – tak jak wspomniany resort, który jest prowadzony przez członków Thai Child Development Foundation. To jest jedyny taki ośrodek w promieniu 50 km, przez co ma ogromny wpływ na życie okolicznych mieszkańców. O ich działalności jeszcze napiszę, bo robią kawał dobrej roboty. Dlatego polecam z całego serca.

Możecie ich znaleźć też na AirBnB pod nazwą Eco-Logic i przy okazji zgarnąć ode mnie na pierwszą rezerwację:

 

P.S. Wszystkie fotki moje. Małpa też.

Autor

Piszę o jodze, medytacji, podróżach i innych sposobach pracy z ciałem, umysłem i duszą. To są rzeczy, które zmieniły moje życie – sprawiły, że lepiej się czuję w swoim ciele, jestem zdrowsza, łatwiej pokonuję codzienne trudności, pełniej wyrażam siebie o czym możesz się przekonać na tej stronie. Jeśli chcesz tego dla siebie i swoich najbliższych dołącz do karawany. Indżoj!