To ostatnia noc przed pierwszym dniem naszego nowego życia. Wylegujemy się na leżakach przy basenie, powietrze jest idealnie ciepłe i nawet bliskość morza go nie ochładza. Polka, Australijczyk, Niemiec i Węgierka, podzieleni nie narodowością a wyborem używek. Aussie podaje mi obrzydliwą tajską whisky z ciepłą colą. Nigdy nie lubiłam mocnych alkoholi, ale dziś świętujemy, więc czemu nie. Nasi towarzysze gustują w innych rozrywkach. Palą jointa i na początku jest nawet wesoło, ale po chwili rozmowa przestaje się kleić.

Nie szkodzi, noc jest piękna, Aussie młody a gwiazdy wyraziste. Zupełnie inne niż w mieście, zupełnie inne niż w Europie. Słyszałaś o zanieczyszczeniu światłem? Na środku Zatoki Tajlandzkiej, ten problem nie istnieje. Istnieją za to inne problemy – te które przywozimy ze sobą.

Przywiózł je też John, który do nas dołącza.

Szybko rzędnie mu mina. Nie spodziewał się tu zastać tego, od czego próbuje uciec.

Okresowo uzależniam się od kawy, lubię piwo i nie pogardzę winem. Jednak kiedy ląduję w społeczności joginów, oczywistym staje się, że alkoholu się nie pije. Alkohol przytłumia zmysły, otumania, ogłupia. Tak samo jak mięso, cukier, kawa.

Tak samo jak „marihłełana”. Choć przez wielu „światłych” trawka traktowana jest jako święte ziele, otwierające umysł. Sorry, amatorzy słodkiej Marii, musicie wiedzieć, że to straszna kłamczucha. O tym wszystkim dowiem się później, wtedy nie było to dla mnie takie oczywiste.

Dla tych wychowanych w Polsce, picie alkoholu przez dorosłych jest czymś bardzo oczywistym. Nie pijesz? Chyba jesteś chory! Jedyne logiczne wytłumaczenie i sensowna wymówka, to przyjmowanie antybiotyków.

Południe Europy tonie w winie, północ w wódce. Angole i kolonie tradycyjnie lądują po pracy w pubach. Jeśli nie w tygodniu, to na pewno w piątkowy wieczór. Urlop? Wreszcie można się bezkarnie nawalić, bo praca nie przeszkadza w kacu. Zachodnia cywilizacja uznaje alkohol za coś kompletnie normalnego.

W takich dogodnych warunkach Johny ani się obejrzał, kiedy kolejne dni tygodnia stały się piątkiem a urlop zawodami w opróżnianiu butelek wina. Wykształcony, majętny Brytyjczyk z cudowną rodziną i pięknym domem we francuskich Alpach. Za to bez sensu życia.

Żebyś nie wiem gdzie wyjechała, od siebie nie uciekniesz.

Powiedział mi kiedyś znajomy. A było to zaraz po studiach, kiedy jarałam się podróżami po przeczytaniu „Masali” Maxa Cegielskiego, której wtedy kompletnie nie zrozumiałam. Wyjechałam do innego miasta i… niewiele się zmieniło.

Czy każda podróż zmienia życie?TiggaSwaga Malezja Perhentiany

O ile Ty tak zadecydujesz. Bo zdrowie to styl życia, a nie hobby, a szczęście to Twoja decyzja i konsekwencja w działaniu.

Życie jest przewrotne, puściło oczko Johnowi i pogroziło paluszkiem na przestrogę. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Ale spokojnie Johny, jutro zaczniemy dzień o świcie, medytacją i jogą. Czeka nas miesiąc ścisłej wegańskiej diety, dni wypełnione praktyką i nauką. Jeszcze tego nie wiesz, ale za miesiąc, nic już nie będzie takie samo. 

Dobre życie to takie, od którego nie chcesz odpoczywać. A jeśli chcesz, to jest to czas na podróż. Byle nie all inclusive!

Niech Moc będzie z Tobą!

 

Photo credit @nebnomad

P.S. Jeśli już pakujesz walizki ale nie wiesz gdzie jechać sprawdź moje WYJAZDY Z JOGĄ albo inne yoga retreats.

Autor

Piszę o jodze, medytacji, podróżach i innych sposobach pracy z ciałem, umysłem i duszą. To są rzeczy, które zmieniły moje życie – sprawiły, że lepiej się czuję w swoim ciele, jestem zdrowsza, łatwiej pokonuję codzienne trudności, pełniej wyrażam siebie o czym możesz się przekonać na tej stronie. Jeśli chcesz tego dla siebie i swoich najbliższych dołącz do karawany. Indżoj!

  • kociel

    Dziękuję Ci za ten tekst!