Przed wyjazdem w tropiki zaleca się szczepić. Są jednak w tropikach choroby, przed którymi szczepienia nas nie ustrzegą, jak malaria, denga i zatrucia pokarmowe. Jak się przed nimi chronić i jak postępować, gdy już się nam przydarzą?

Strach ma wielkie oczy

Malaria jest często występującą chorobą, która powoduje dreszcze i wysoką gorączkę. Możesz zarazić się przez pasożyta malarii przenoszącego komary. Najczęściej występuje w Afryce, Azji Południowej, Ameryce Południowej i Ameryce Środkowej a największe zagrożenie niesie dla osób z niższym poziomem odporności, czyli chorych, osłabionych oraz starszych i dzieci.

Jeśli chodzi o malarię, to jest oczywiście możliwość „profilaktycznego” zapobiegania chorobie przez zażywanie leków, które wciskają nam lekarze medycyny podróży. Oczywiście malaria jest chorobą wyniszczającą, ale jednak uleczalną. Pytanie więc czy przyjmowanie toksycznego „lekarstwa” w momencie, kiedy choroba nie występuje, jest dobrym pomysłem?

Nie namawiam do bagatelizowania tej wycieńczającej choroby, ale do podejścia do niej z głową!

Zastanów się, jak Europejczycy mieszkający w Azji na stałe żyją bez ciągłego przyjmowania leków na Malarię? Spotkałam kilku takich, którzy malarię przeszli. Uświadomili mnie oni, że przyczyną wysokiej śmiertelności wśród chorych na malarię, jest wycieńczenie, odwodnienie organizmu i brak pomocy medycznej. Zaleca się po prostu dbać o siebie, dużo pić i biec do lekarza, jak tylko rozpoznamy objawy.

Tak samo rzecz ma się przy dendze, czyli gorączce krwotocznej. W Malezji poznałam dziewczynę, która chorowała na nią dwa razy w ciągu jednego roku! Jak z każdą chorobą trzeba przeczekać, pić dużo wody i być pod kontrolą lekarza.

W tropikalnym klimacie nawet zwykłe zatrucie jedzeniem, może szybko wycieńczyć organizm. Osobiście doświadczyłam niezdiagnozowanego epizodu chorobowego, który położył mnie do łóżka na bite 5 dni. To co mnie postawiło na nogi, to specyfik od lokalnej zielarki.

Lokalna medycyna, w szczególności ludowa to najlepsze rozwiązanie na lokalne choroby. Nie wieźmy ich do domu! Nasi lekarze i tak nie będą wiedzieli co z nimi zrobić.

Liście papai na malarię i dengę

British Medical Journal z 2016 opisuje zastosowanie ekstraktu liścia świeżej papai do złagodzenia objawów dengi. Przy pierwszych objawach zalecają badanie na antygen dengi NS1 i jeśli wynik jest pozytywny, natychmiastowe rozpoczęcie zażywanie ekstraktu i kontynuujecie kurację do ustąpienia objawów.

Przepis. Liście powinny zostać zerwane z owocującego drzewa. Po odcięciu twardych ogonków, należy liście umyć i zmiksować z równą ilością wody i dodać 25% cukru. Wycisnąć sok w ręku (nie przez gazę), przechowywać w lodówce do 24h. Po wstrząśnięciu butelki spożywać 3 x 30 ml, dzieci 5-10ml.

Ponieważ ekstrakt jest gorzki, należy popijać go wodą lub bezpośrednio przed spożyciem dodać słodkiego soku np. z mango. Ekstrakt nie ma skutków ubocznych, nawet w dużych ilościach. Z braku świeżych liści można próbować parzyć esencje z suszonych liści.

Esencja jest używana w Malezji, Indonezji, Nigerii, Srilance, Indiach. Lokalsi w Tajlandii na dengę stosują z kolei napar z liści papai, a imigranci z Europy – shake z tychże.

https://www.instagram.com/p/Bgy6tbVnO-_/

Nasiona papai na pasożyty

W tropikach łatwo nabawić się „zwykłego” rozstroju żołądka lub pasożyta. Mimo to, nie wyobrażam sobie odpuścić jedzenia z ulicznych marketów… Źródła mówią – myć ręce, używać płynu antybakteryjnego, nie jadać surowych warzyw (np. sałaty) pod bieżącą wodą, jeść w tych miejscach, w których matki karmią dzieci. (Więcej o gastroturystyce znajdziecie na blogu Jodie Ettenberg – Legal Nomads).

Jeśli już coś wam zaszkodzi, warto mieć pod ręką leki na żołądek np. Smecta jest ogólnie dostępna w aptekach. W przypadku przedłużających się dolegliwości, może być konieczne wykonanie testu na pasożyta. Można go zrobić w każdym szpitalu i oni już wam podadzą odpowiednią trutkę.

Naturalnym sposobem na pasożyty przewodu pokarmowego, są zmielone lub po prostu pogryzione nasiona papai, przyjmowane na czczo. Ja je uwielbiam, bo w smaku przypominają nasz chrzan, a tęsknota za polskimi smakami po dłuższym czasie doskwiera.

https://www.instagram.com/p/BsLhPIfFAOE/

Szara sól albo woda kokosowa na odwodnienie

Wbrew powszechnemu przekonaniu o jej szkodliwości, sól jest niezbędna do nawadniania organizmu. Pomaga ona przenikać wodzie przez błony komórkowe do wnętrza komórek. Sól jest dobra! Oczywiście w odpowiednich ilościach.

Szczególnie ważne jest jej uzupełnianie w tropikalnym klimacie, gdzie łatwo się odwodnić a jeszcze trudniej nawodnić. Dlaczego? Wyjawię Wam tajemnicę. Tania woda butelkowana często jest tak oczyszczona, że jest po prostu „martwa”.

Przekonałam się o tym sama, gdy w czasie swojego kursu nauczycielskiego jogi, mimo wlewania w siebie litrów wody, czułam się coraz bardziej osłabiona. Ktoś mi doradził, by do kolejnej butelki wody dosypać szczyptę soli. Efekt był natychmiastowy!

O wiele smaczniejszą alternatywą jest woda kokosowa, w tropikach dostępna na każdym kroku. Oczywiście najlepiej złapać świeżo otwartego kokosa, a nie tego z puszki. Naturalna woda kokosowa zawiera pięć kluczowych elektrolitów: sód, potas, wapń, magnez i fosfor, co sprawia że idealnie nadaje się do uzupełniania niedoborów po wszelkich sensacjach żołądkowych i przy wyżej wspomnianych chorobach.

Dbajcie dobrze o swoje ciała w podróży, bo zależy od nich stan umysłów i dusz. Niech Moc będzie z Wami! NAMASTE

Źródła: 1, 2,

Autor

Piszę o jodze, medytacji, podróżach i innych sposobach pracy z ciałem, umysłem i duszą. Te rzeczy zmieniły moje życie - sprawiły, że lepiej się czuję w swoim ciele, jestem zdrowsza, łatwiej pokonuję codzienne trudności, pełniej wyrażam siebie. Jeśli chcesz tego dla siebie i swoich najbliższych dołącz do mnie - zapisz się do newslettera (rzuć okiem w prawo) albo subskrybuj moje kanały w social mediach (wystarczy kliknąć poniżej, by je odwiedzić). Indżoj! I DBAJ ZE MNĄ O SWOJE CIAŁO, UMYSŁ I DUSZĘ