Rodzina. W latach 90-tych rodziców nie było w domu, a my biegaliśmy po okolicy z kluczem na szyi. Od czasu do czasu trafił się jakiś obowiązek oprócz odrabiania lekcji. Tak samo od czasu do czasu rodzice zabrali nas do zoo albo do parku żebyśmy bawili się z innymi dziećmi.  W latach dwutysięcznych, rodzice jeszcze mniej przebywali w domu, a dzieci już bez klucza na szyi były zawożone na różne dodatkowe zajęcia, kluby, klubiki. Same.

Zderzenie dwóch galaktyk

Tak wtedy, jak i dziś świat dzieli się na dwa – mały i duży, dziecięcy i dorosły, beztroski i poważny. Te światy rzadko się mieszają… jednak zdarza się to coraz częściej.

Odkąd zaczęłam prowadzić zajęcia dla dzieci, widzę też coraz większe zainteresowanie takimi, w których wraz z dziećmi mogą brać też udział dorośli albo nawet całe rodziny.

Uważam, że jest to świetny trend a razem z rosnącą popularnością aktywnego stylu życia, może przynieść naprawdę pozytywne zmiany w kontekście jego jakości. Rodzice, coraz częściej mają świadomość korzyści, jakie płyną ze spędzania czasu z dzieckiem. Aktywnie i twórczo dodam, bo tego nam wszystkim dziś brakuje.

Korzyści ze wspólnych aktywności

Zaprawdę powiadam Wam, są przynajmniej cztery powody, dla których warto łączyć świat dzieci ze światem dorosłych. Jeśli nie ze względów ideologicznych, to z czysto egoistycznych pobudek. Jako, że podejmując się tego nie lada zadania, rodzice mogą się poczuć jak:

1. Władcy życia

Wzory wyniesione z domu pozostawiają trwały ślad i wpływają na całe życie. W tym kontekście, promowanie pozytywnych i twórczych sposobów spędzania wolnego czasu, może być lepszą inwestycją w przyszłość dziecka, niż liczne kursy nastawione na zdobywanie konkretnych umiejętności.

Anegdotka kulturowa #1

Kiedy uczyłam jogi dla dzieci w Malezji, większość moich podopiecznych należała do chińskiej mniejszości. Chińczycy są znani z ambicji, pracowitości i nosa do interesów. Oczywiście jest to pewna generalizacja, ale stereotyp ten sprawia, że Chińczycy są nawet nazywani Azjatyckimi Żydami. Bardzo chętnie i wytrwale inwestują w edukację i przyszłość swoich dzieci, nierzadko doprowadzając je tym zresztą do depresji. W ich mniemaniu, każde zajęcia są cegiełką w CV ich dziecka, więc wpadają też na takie pomysły, by prosić o certyfikat ukończenia zajęć jogi dla dzieci…

To akurat przykład, na to w jakim kierunku nie należy iść. 

Inny skrajny przykład pochodzący z biedniejszych sąsiadów Malezji. W Kambodży, Laosie i Tajlandii normalnym jest uczenie dzieci, że mogą być aktywnymi, wartościowymi członkami społeczności.  To czego uda im się nauczyć  mogą wykorzystać do pomagania innym – jak na przykład sterowanie łodzią, by przewieść babcię do sklepu pobliskiego na wodzie…

Chłopiec przewozi babcię łódką. Kambodża, jezioro Tonle Sap, w pobliżu wioski na wodzie.

2. Mistrzowie wywierania wpływu

Rodzice najlepiej oddziałują na dzieci poprzez przykład. Uczestnicząc w zabawach dzieci a także zapraszając je do swojego świata, rodzice uwiarygodniają lansowany styl życia latorośli. Ile razy słyszeliście od rodziców, że „trzeba się uczyć”, po czym znajdowaliście ich świadectwa szkolne, dobitnie pokazujące, że sami nie stosowali się do swoich własnych rad? Albo utyskiwanie nad tym, jak mało osiągnęłaś przez członków rodziny, których głównym zajęciem jest zaleganie przed telewizorem… Chcesz mieć aktywne, zaradne, odważne dziecko? Zabierz je na wycieczkę autostopem!

Anegdotka podróżnicza #1

Nie żartuję z tym autostopem. Z przypadków bliższych nam kulturowo, to spotkałam raz pewnego Niemca, który podróżował tak po Azji ze swym 5-letnim synem. Absolutnie nie był to jakiś niedomyty włóczęga, a poważny człowiek wywodzący się z chrześcijańskiej wspólnoty. Prowadzi on małe, ekologiczne gospodarstwo w środkowej Afryce i celem podróży było odwiedzenie podobnych miejsc. Taka wizyta studyjna. Tym sposobem zafundował swojej latorośli nie tylko egzotyczną wycieczkę ale szkołę życia – jak być aktywnym, jak się rozwijać biznesowo, gdzie szukać inspiracji itd.  Można sobie tylko wyobrazić, jak wielu rzeczy maluch nauczył się w trakcie tej wyprawy.

Ten chłopiec jest weteranem wizyt studyjnych, autostopu a niedługo też jogi…

3. Przywódcy stada

Wspólne zabawy umacniają więzi, uczą współdziałania, rozwijają wspólne zainteresowania i hobby. Pozwalają też się lepiej poznać. Dla dzieci zabawą może być wszystko, nawet nasze obowiązki. Z kolei to, czego chcemy nauczyć dzieci też możemy potraktować jako zabawę dla siebie.

W trakcie wspólnych aktywności rodzice poznają możliwości swoich dzieci, mogą zobaczyć jak funkcjonują w grupie, w jaki sposób się uczą, jak podchodzą do rozwiązywania problemów. Dzieci z kolei mają okazję zobaczyć rodzica w innym świetle – nie jest już wszystko wiedzącym, wszystko umiejącym, stojącym na piedestale dorosłym. W ten sposób łatwiej jest zarządzać talentami i przyszłością swojego małego stadka.

Anegdotka kulturowa #2

Na północy Tajlandii, w Laosie i Kambodży często widziałam matki, które zabierały dzieci do pracy. Po prostu nie miały ich z kim zostawić. Niemniej jednak dzieci miały okazję pomagać (lub przeszkadzać) i uczyć się od swoich rodzicielek i o swoich rodzicielkach.

Uczestniczenie w życiu rodziców wymaga też od dzieci aktywności fizycznej, co pozytywnie wpływa na ich sprawność – dużą i małą motorykę. W górach na północy Tajlandii widziałam matkę, z może dwuletnim dzieckiem (choć trudno określić wiek Tajów) wczepionym łapkami w jej ubranie. Dziecko samo poprawiało się, balansowało na jej plecach, kiedy mama krzątała się przygotowując nam kolację!

Mama i córka w przydomowym sklepiku. Kambodża, okolice Kratie.

4. Duże dzieci

Legendarne są zakupy przyszłych tatusiów. Dziecko jeszcze się nie urodziło, ale z każdym miesiącem w domu przybywa resoraków, zdalnie sterowanych Ferrari, klocków czy kolejek elektrycznych… „dla syna” oczywiście. Poważni ludzie powiedzą, że to zdziecinnienie. Ja powiem, że twórcza zabawa, to potrzeba każdego człowieka. Bez względu na wiek.

Zejście z piedestału dorosłości daje rodzicom zupełnie nowe możliwości rozwoju własnych umiejętności. Bawiąc się z dziećmi można rozwijać motorykę dzieci, ale i własną. Przecież takie rysowanie to nic innego jak nabyta sprawność, umiejętność koordynacji ruchu ręki i zmysłu wzroku.

Posiadanie dzieci to doskonały pretekst, by znów bawić się bez zahamowań. Ale czy rzeczywiście potrzebujemy takich wymówek?

Potrzebę uczenia się przez całe życie widać jak na dłoni, kiedy się spojrzy na ofertę różnych twórczych warsztatów dla dorosłych. W ostatnich latach nastąpił istny boom na uczenie się tak „nieprzydatnych” rzeczy jak rysunek, taniec, amatorska gra aktorska, gra na bębnach tudzież innych ukulelach, rękodzieło, itd. itp. To nie hype, to potrzeba.

Anegdotka podróżnicza #2

Innym razem spotkałam belgijską rodzinę z trójką dzieci w wieku od 5 do 9 lat. Rodzice zabrali je w trzymiesięczną podróż po Indochinach. Miałam okazję obserwować ich przez ponad tydzień. To co najbardziej mnie uderzyło, to to że rodzice przez cały czas prowadzili homeschooling żeby dzieciaki nie miały zaległości w szkole. To oznacza, że sami musieli się najpierw przebić przez materiał, żeby przekazać wiedzę swoim dzieciom. Poza tym, oboje na zmianę spędzali czas z dziećmi na różnych aktywnościach – od jogi, przez robienie macrame, po warsztaty z Mandali.

Mama z dumą nosiła własnoręcznie zrobioną bransoletkę, tak samo zresztą jak jej potomstwo. Razem uczyli się nowych rzeczy, bez podziału na dorosłe i dziecięce. Dość powiedzieć, że dzieciaki były po prostu super. Nad wiek dojrzałe, opiekowały się sobą nawzajem, a rodziców traktowały jak towarzyszy, czy przewodników. Tata co prawda był tym „złym policjantem”, ale wydawało się, że dzieciaki rozumieją granice ich partnerskich stosunków. Nie wiem jak oni to robili, ale rodzinka była w dechę!

To rodzeństwo zjeździło pół Indochin nie porzucając szkoły. Chuck Norris by się nie powstydził!

Cała rodzina buduje aktywny styl życia, hej!

Jak cały naród buduje stolicę, tak wszyscy członkowie rodziny budują jej styl życia. To jak kształtujemy swoją rzeczywistość wpływa na podejmowanie aktywności przez naszych najbliższych, a  w najmłodszych kształtuje wzorce postępowania w dorosłości.

Bardzo bym chciała spotkać na swojej drodze więcej tak inspirujących jednostek jak belgijska rodzina, niemiecki misjonarz czy bezimienne laotańskie matki, którym dzieci (póki nie pójdą do szkoły) pomagają sprzedawać bilety na lokalny autobus. Świat jest o wiele weselszy w takim towarzystwie.

A jeśli mowa o dobrym towarzystwie to kliknij na zdjęcie i dołącz do naszej grupy zabawowej:joga rodzinna, zabawy dla dzieci

Autor

Pomagam dbać o ciało, umysł i duszę. Opowiadam o jodze, medytacji, podróżach i innych sposobach rozwoju osobistego. Te rzeczy zmieniły moje życie - sprawiły, że lepiej się czuję w swoim ciele, jestem zdrowsza, łatwiej pokonuję codzienne trudności, pełniej wyrażam siebie. DOŁĄCZ DO MNIE: