Najbardziej to nie lubię, jak ktoś mnie robi w bambuko. A właśnie tak się czuję, kiedy kupuję tzw. zdrową żywność.

Wiek bezrozumu

Nawet małe dziecko dziś wie, że dieta XXI wieku to produkty jedzeniopodobne, GMO, konserwanty, polepszacze smaku, glutaminian, cukier cukrem pogania, albo co gorsze słodzikiem. A ostatnim odkryciem jest to, że jak by tego było mało, to wpitalamy plastik upakowany w rybach. Ja tam ryb nie jem, ale jakoś mi się smutno robi, jak sobie myślę o rodzinie zasiadającej do takiego łososia z farszem plastikowym.
.
A tu co miesiąc news, że coś co miało być zdrowe, to już nie jest zdrowe. Za kolejny miesiąc wychodzi, że te ostatnie badania to przez jakieś koncerny farmaceutyczne były sponsorowane i generalnie to można jest sobie w… jako papieru toaletowego użyć. A właściwie to lepiej nie, bo przecież nawet srajtaśma nas podtruwa przez bielony papier i zapaszek „waniliowy z nutką BPA”. Nie wiem, po co komu zapachowy papier toaletowy. Przecież nosy mamy na twarzy, a miejsce użytkowania papieru jest oddalone od niej o jakiś metr.

Gdzie się nie obrócić to trucizny, choroby i atak muzułmańskiej stonki

Ja wiem, że teraz to już wszyscy powariowali z tą zdrową żywnością i sportami, ale jak tu nie wariować w takich okolicznościach przyrody? Nic dziwnego, że żywność ekologiczna robi furorę, i że teraz bez znaczka „eko”, „bio” to z domu nie wychodź.
.
No to kupuję tą szamkę bez konserwantów, utwardzonych olejów (a przynajmniej się staram, bo jak przy kasie ciasteczka wołają „wybierz mnie!”, to ciężko im odmówić), GMO (te paczki solonych tortilli na bank nie są GMO i nie jadą Roundup na kilometr, nie?) i ulepszaczy (choć jakbym zawsze czytała etykietę, to bym nic w większości sklepów nie kupiła… NIC). Staram się, powiedzmy.
I utwierdzam się w tym wszystkim jeszcze bardziej, kiedy na opakowaniu ekologicznej przyprawy czytam „(…) Używając ekologicznych produktów przyczyniasz się do ochrony środowiska.”
.
„Tak, dobrze robię” myślę sobie i moje ego jest bardzo szczęśliwe, bo ja jestem taka eko, a Ci głupi ludzie, co mają to w nosie i jedzą te świństwa z supermarketu, to rujnują tę naszą piękną planetę. To nie ludzie, to wilki!
.
Dumając nad wyższością eko świrów nad zwykłymi ludźmi, gapię się na to zgrabne opakowanie 30g bardzo drogiej ekologicznej przyprawy. A składa się ono z foliowego woreczka i ładnie zadrukowanego kartonowego pudełka. Pudełko jest zapewne również pokryte folią (ostatnio drukowałam wizytówki i się wywiedziałam, że specjalna folia uszlachetniająca zapobiega odpryskom farby).
I wtedy przypomina mi się ta bidna rodzina zasiadająca do plastikowej ryby. I te krewetki królewskie, które je się w całości, razem ze wszystkim co mają w przewodzie pokarmowym. I jeszcze przypomina mi się jedna wycieczka na tajską wyspę…

Po drugiej stronie wyspy

Koh Tao, to najmniejsza z trzech wysepek konglomeratu turystycznego w Zatoce Tajlandzkiej. Atmosferą daleko jej do joginskiego Koh Phangan, bo gości głównie imprezujących nurków masowo wyrabiających PADI. Idealna na odwiedziny niejogowych znajomych, których nie interesuje lewitacja i leczenie energią.
.
Znajomy przyjechał w odwiedziny i oczywiście bardzo był zachwycony białym piaskiem, niebieską wodą i barem na wyciągnięcie ręki. Któregoś dnia zachciało nam się jechać na drugą stronę wyspy. Nie tak łatwo się tam dostać, bo stromizna masakryczna i chociaż już w różne miejsca wjeżdżałam skuterem, to tutaj miałam pietra i nie dziwiłam się, że ludzie trzymają się zachodniej strony wyspy.
Kiedy w końcu dotarliśmy, naszym oczom ukazał się 10-metrowe skrawki piasku ukryte pomiędzy skałami i pod warstwą muszli, drewna i tony plastiku – opakowania, zabawki, przybory codziennego użytku. Tylko zdechłej plastikowej ryby tam brakowało.
.
Wiadomo, turystyczne plaże mają lepszą infrastrukturę (w sensie mają ją w ogóle) i są bardziej zadbane, bo regularnie sprzątane przez właścicieli barów, guesthouse’ów i hoteli. I chwała im za to. Tylko, że większość ludzi nie przedostanie się na drugą stronę wyspy, żeby im się dopełnił obraz tego „raju na ziemi”.
.
Kiedy więc w internetach widzę zdjęcia zdechłego wieloryba z bebechem wypchanym folią, to przypomina mi się ta plaża. Nie ona jedna zresztą, bo na podobne widoczki natknęłam się w wielu, mniej uczęszczanych miejscach.

W ekologicznym sklepie

A teraz wchodzę sobie do takiego sklepu w Polsce i sięgam po ekologiczne pomidory. Sześć pomidorków przyczepionych do pachnącej gałązki zapakowane jest w plastikową tackę i folię. To samo marchew, kiwi, mandarynki. Sięgam po ekologiczne cytryny w ażurowym woreczku. Plastikowym, rzecz jasna.
.
Troszeczkę lepiej sprawa się ma ze sklepami internetowymi ze zdrową żywnością. Nie wychodząc z domu zamawiasz we wtorek, a w czwartek dostajesz pudło świeżego jedzenia.
Zaglądasz do środka, a tam ekologiczny makaron żytni razowy… w plastikowej torbie. Ekologiczna niepalona kasza gryczana… w torbie papierowej co prawda, ale za to z bielonego papieru (prawdopodobnie związkami chloru).
Warzywa to samo – plastik lub torby papierowe (część z białego, część z szarego papieru).
Dalej, suplementy diety, bo przecież niedobory witaminowe wynikające z uprzemysłowienia produkcji rolnej, GMO i zanieczyszczenia środowiska (zmniejszone wchłanianie składników odżywczych). Witamina D3+K2, B12, Slen + Cynk, Chlorella i Spirulina – wszystko w wielkich plastikowych butlach, w ostateczności papierowych workach wyściełanych… folią i wyposażonych w plastikowy suwak.
.
Jeśli się jeszcze nie domyślasz do czego zmierzam, to wyjaśniam – substancje chemiczne użyte do produkcji opakowań mogą przenikać do żywności. I przenikają. Późnej wędrują do kosza, a później z powrotem na nasze stoły. Smacznego!

Pic na wodę fotomontaż

Walimy więc te ekologiczne pokarmy i witaminowe dropsy na potęgę z przeświadczeniem, że uczynią nas zdrowszymi a świat lepszym. A ja śmiem twierdzić, że niestety i tu jesteśmy robieni w bambuko.
.
Jeśli kupujesz kilogram bio jabłek za 10 zł, a one zapakowane są w bielony karton i okutane folią, to czy na pewno takie ekologiczne one są?
.
A co się z plastikową częścią opakowania, która zaraz trafi do śmietnika, a późnej na plażę w Tajlandii albo do brzucha ryby i z powrotem na Twój talerz?
.
Jak już płacić za te zdrowotności jak za zboże i mienić się takim eko i hoho, to może by tak wymagać, żeby to rzeczywiście było eko, hę?
Autor

Pomagam dbać o ciało, umysł i duszę. Opowiadam o jodze, medytacji, podróżach i innych sposobach rozwoju osobistego. Te rzeczy zmieniły moje życie - sprawiły, że lepiej się czuję w swoim ciele, jestem zdrowsza, łatwiej pokonuję codzienne trudności, pełniej wyrażam siebie. DOŁĄCZ DO MNIE: